Kozików wspominać...
Stefan Żeromski wiatr już obił, wicher obdarł, a granatowa fala przyniosła aż do grobli i ułożyła na jej krawędzi w równe, zygzakowate mogiły. Z gąszczów oczeretu raz w raz wypływały dzikie kaczki, kołysały się na
rogami byków na głowach, z bukowymi maczugami w ręku, jak ku nam ten lud górski, ukazujący się z pieczar ukrytych na wysokości między niebem a ziemią. Było to nowe starcie rodu łacińskiego z
Cytat
których nigdy nie widziałem, mają w hierarchii bez porównania większą przewagę nad małymi adwokatami aniżeli ci nad pogardzanymi adwokatami pokątnymi. - Wielcy adwokaci? - spytał K. - Kimże są
doradczym: - Siadaj. Skoro ten usiadł, jakiś jegomość z twarzą chytrą i oczami świdrującymi na wylot nawinął się i wszczepił niemiły swój wzrok w Barykę. Prawnik coś mu tam kładł do ucha, gdy Cezary
Cytat
zaczarowany... - Piękne, ach, dekoracje "pędzla" pana Smuglewicza i wycie tych oberwańców w języku przodków... Cóż my tam będziemy robili? - Zobaczy się. Jest bufet. - No, bufet... Ale ja nie jestem
zaśnięciem? - Siedmnaście grubo i trzy w wiolinie. - Siadajcie, siadajcie do stołu!... - wołał ojciec. - Jutro będziecie mieli dosyć czasu na plotki wiedeńskie i olszyńskie. Patrz no, Krzyś, co to