panka i mówiąc do niego: "pójdziesz mi, mój panie Cedzyna"...albo:
Stefan Żeromski cywilna. Gdy zaś dyrektor gimnazjum, spotkawszy go na mieście, w najniewinniejszej myśli zapytał, czemu to paraduje po cywilnemu, w czapce na bakier i ze szpicrutą - trostoczkoj - w ręku, Cezarek
materialnym wiele mu pomógł znajomy ojca nieboszczyka, pan Szymon Gajowiec, bardzo wysoki urzędnik w nowo kreowanym Ministerium Skarbu, dał mu bowiem nieetatową posadę w swym biurze i nastręczył
Cytat
patrzył tylko ze zdumieniem na tego nieprzytomnego wprost człowieka. Co za zmiany zaszły w nim już tylko w ostatniej godzinie! Czy to proces tak nim miotał i nie pozwalał dostrzec, gdzie wróg, a
oto ów żołdak garścią zasłania mu usta. Coś do niego szepce, coś sekretnie gada. Jąka się, jąka... Książę otwarł oczy. Nie może pochwycić tchu... - Cichaj... cichaj... jaśnie panie... - szepce ów
Cytat
swoim własnym profesorem, że jeśli teraz głosu owego nie zrozumie, nie pochwyci go w duszę swoją, to już nigdy, przenigdy nie odezwie się do niego ta mowa... Jechał dalej a dalej, dziwiąc się samemu
korzeniami. Gdzieniegdzie cicho szemrały drobne strumyczki, biegnąc z pośpiechem do jakiejś urwistej krawędzi, aby stamtąd rzucić się z dzikim szumem, na oślep, siklawą w głębokie rozpadliny. Już