przez zagony, przez pastwisko, bez czapki!... Do dziś dnia mam w
Stefan Żeromski tam kilkunastu lokajów w liberyjnych frakach, kozaków w pąsowych kabatach z galonami i herbowymi blachy, biegali pachołkowie i kuchciki. Wkrótce ozwał się dzwonek i z rozmaitych stron, a przede
bagnet. A ile takich pól przemierzył ja w pierwszej wojnie! ile w drugiej! W drugiej wojnie zeszli my byli z gór w pola lombardzkie. Tam to one drzewa oliwne, jakobyś wierzbinę swoją obaczył, tam to
Cytat
przeprosiłeś się ze mną w myśli, to spadam w twoje objęcia... - Chodźże, chodź! - krzyknął Rafał ze szczerą radością. Jarzymski wyskoczył na kamienie i zaczął ściskać kolegę. Już jednak po chwili
wyjść. Został. Po pewnym czasie nadciągnął Maciejunio w rannej kurtce, a nawet w małej czapeczce, którą musiał widywać na łysinach mâitre d'hôtel'ów w czasie podróży po Europie z nieboszczykiem
Cytat
usta krążył teraz we wszystkich jego żyłach i żarzył się w szpiku kości. Wyjrzał przez okno. Nie było nikogo. Toteż pomyślał: "Och, sekutnica! Nikogo tu nie ma. Można było całować się jeszcze choćby
pociągnęła cugle konia i jakiś rozkaz padł z ust. Wstrzymał się Cesarz. Podniósł oczy. Patrzy w pułk. Widzi każdą twarz, przechodzi kolejno jedną po drugiej. Spotkał wlepione w siebie oczy