przeczystego, bladego nieba. Ogarnęła go jakaś boska fantazja. Czuł
Stefan Żeromski chwytała się rękami za serce albo za głowę. Widział, jak się podpiera sękatym kijem wchodząc na schody - maca rękami sprzęty i ściany w biały dzień, jak by nagle oślepła. Smagający wstyd wziął go w
okiem po swym pałacu, który zostawiał na łasce obcego rządu i kilku starych lokajów, pełen chorych oficerów i żołnierzy. Nie było tam już miejsca dla niego, gdyż liczba rannych trzystu dochodziła. -
Cytat
włosów, którego nie zdołałby pewno objąć żołnierską swą garścią, Każdy ruch rąk wydelikaconych, przejrzystych prawie od próżniactwa, miał w sobie niepokojący powab. W piękności tej było coś
nędzy. - Rafał! - Umieram z głodu. - Miłosierny Boże! Jacek, puzderko! Waluś...-wołał Cedro nachylając przed Rafałem swą piękną twarz, jakby z zamiarem oddania mu pocałunku. Wnet jednak cofnął się
Cytat
najzgrabniejszy ze wszystkich. Jesteś mocny, silny, wysmukły. Jesteś przesubtelny. Pachniesz! Ślicznie ci w tym fraku. Całuję twoje kręcone włosy. Całuję twoje oczy. Całuję twoje usta. Kocham cię,
wielkie, stożkowate armatnie kule do nóg i puszczano na głębinę, ażeby tam na dnie Czarnego Morza "potańcowali maleńko". Odwiedzał sale mityngów, nabite nie przez Tatarów i Ormian zjuszonych na