tyli świat. Chodź, przyniesiemy sofę... mam jeszcze naszą zieloną
Stefan Żeromski jakby do rozwoju gałeczek zieleni w ich pędach zabrakło światła - stanowiły jedyne upiększenie Obrzydłówka. Zdawało się, że słońce oświetla to pustkowie po to jedynie, aby okazać jego bezpłodność,
przeciwnym kierunku: - raz - dwa - trzy - cztery... Nie wzruszą go mali złodzieje węglowi, wybiegający z zaułków, z zakamarków, z nor, ze szczelin - jak szczury. Gdy wielki wóz z węglem zajeżdża,
Cytat
rozebrał się, zakopał w pościeli i miał zamiar zdmuchnąć świecę, gdy drzwi się znowu z cicha otwarły i Łukasz wniósł na tacy dużą szklankę jakiegoś napoju. Ustawił to na stoliku obok łóżka z
ale trudno było utrzymać porządek. Naokół roztaczał się widok tak dziwny, że najenergiczniejszym oficerom opadły ręce i wyrazy zamarły na ustach. Wszyscy próżno szukali oczyma ziemi. Jak daleko
Cytat
zatoczył szalenie prędki krąg, garnąc ogonem świszczącą falę - i zwolnił biegu. Był gdzieś przed nimi głuchy, przeraźliwy szum. Wszystek ryczałt wody grzmiał tam ponuro niby zlatujący wodospad z
jakiejś szczególnej skorupie niemniej szczególny, a jakoby natychmiast uzdrawiający rosół zaczarowany. Chory drzemał. Kiedy niekiedy otwierał oczy i z głębokim podziwem patrzał na blaski ognia,