miasteczka.
Stefan Żeromski zepchniętych urwisk, - może byłoby wygodniej przebyć łańcuch górą, stamtąd niby z obłoku, zwalić się na nieprzyjaciela i wziąć szponami cały jego obóz, jak orlik bierze gniazdo trznadlów... Gudin
zatokach, w żółtych ostojach, między wapiennymi nogami skał nadbrzeżnych, w przesmykach najeżonych wypróchniałymi zębami, rozszerzał się tuman nieruchomy. Nigdzie wesołego żagla ani trwożliwej pracy
Cytat
awantury... - powtórzył jak echo. - Byłabym się może od niego wykaraskała! Byłabym może znalazła środki, żeby interesy moje rozplątać, rozwikłać. Byłabym się zapracowała na śmierć, a wreszcie bym
Staszowem idzie tam droga szeroka lasem. No, mój ta już był blisko kraj. Z dala Święty Krzyż widać... Zdarzył się był nocleg w miasteczku Bogoryi. Dokoła zajazdu, gdzie my w stajniach pokotem
Cytat
czymś nieskończenie większym niż nuda przykra, lecz daleko mniejszym niż cierpienie. Można się z tego obudzić natychmiast: dość jest wypić kilka szklanek herbaty, zjeść befsztyk - lecz herbaty nie
Rafal. - Moje fuchsy ta nie ostatnie, śtreka je, ale święto... - Widzicie, gospodarzu, świętowanie dobra rzecz, ale i zarobek coś znaczy. - Jo, recht. A kieloż dadzą? - Damy trzydzieści złotych. - A