nie skłamię... ja ci oddam...
Stefan Żeromski Wrzask boleści, krzyk oficerów i głośny dźwięk broni stokrotnym echem latały między górami. Trwało to krótką chwilę. Gdy popłoch minął i gdy się opamiętano, że tej konnicy jest szwadron wszystkiego,
jaką, prawo do walki i prawo do śmierci. Rozkosz to nie byle jaka: z poszeptów o słabostkach dyrektorów paryskich i cisalpińskich poznawać swe drogi, ścieżki sekretne i przełazy. Tamtędy własnymi
Cytat
spencerek i niski, okrągły kapelusz. Bujne blond włosy nad wyraz pięknego koloru, zwinięte w duży węzeł w tyle głowy, doskonale były ujęte przez owo niskie nakrycie głowy. Dama śmiała się do
poszedł w morski ocean. Widzieli my go, jak się stawał mały, coraz mniejszy, czerniał, znikał, jak się zawlókł siną mgłą i przepadł. "Idź straszyć innych, głupcu! - wołali my za nim. - Idź innym
Cytat
wyprawił w stronę Glinek, a pośrodku umieścił batalion Blumera za wsią Ostrówek. Miała to być pierwsza linia. W drugiej uszykował się pułk Weyssenhoffa z czterema armatami polowymi. Piąty pułk
ogoloną brodą. Rafał wypił z nim braterski, na wieczne czasy, kielich i płacząc ze szczęścia rzewnymi łzami szedł dalej. W sąsiedniej izbie ujrzał rodzonego swego ojca złączonego dziwnym uściskiem z