Pan Dominik nic nie rzekł. Nie zdejmując futra ani czapki usiadł na
Stefan Żeromski dół, w przedwieczne czary z kamienia, niż widok zaklęsłych żlebów, w które przez stulecia sypią się rzeki piargu. Dokoła twarzy fruwał wiatr szczytowy, osadzający na skórze coś jakby suche nici
świeżuteńką młodą sperką! - szepnął mu prawie do ucha ów najstarszy między lokajami. Kilku młodszych z nabożnym niewolniczo zadowoleniem przypatrywało się, jak to jaśnie panicz uwija prostacką zupę.
Cytat
Wszyscy mieli ogolone łby. Gdy Wyganowski z Cedrą wchodził na schody pierwszego piętra, ujrzał przed sobą w zwojach i kłębach dymu prochowego dwu ludzi w gałganach, z białymi czaszkami, którzy
rozglądał się po sali. I tu było dymu niemało. Ludzie rozmawiali szeptem i jakoś chyłkiem, jak w kościele albo na pogrzebie. Barykę, jak to często bywa podczas posiedzeń uroczystych, ogarnęło
Cytat
szedł ścieżką, podnoszącą się w górę, na paluszkach. Było mu gorąco - wyraźnie i po prostu mówiąc - ze strachu. Z niemałą ulgą trafił kolanami na ławkę ogrodową. Usiadł i nasłuchiwał. Psów nie było
ganek. Tyle że dedy zgonicie. - Proszę cię, Trepka... - Wielkie mecyje... Moje-że wojaki! - Niech podają - mruknął Cedro. Przywołany chłopiec pobiegł ku stajniom i za niewielką chwilę dało się