herbaty... widzicie!

Stefan Żeromski otwieram małe drzwi i zawsze życzliwym uśmiechem odpowiadam na takiż uśmiech władcy chóru, pana Anzelma Wiewiórskiego, postaci znanej i popularnej w okolicy naszej, jak posąg Kopernika z olbrzymi narożnik. Kupa cegieł z futrynami okien zwaliła się na środek ulicy o kilkadziesiąt kroków przed idącym. Zrazu nie mógł zrozumieć, co to się stało. Ale jakaś blada twarz w wyrwanym oknie...

 

Cytat

serce nieruchome i obojętne bardziej niż podwodny kamień, przez który spienione skaczą fale. Głowa spoczywa jakoby na czyjejś dłoni dobrotliwej, zaznając ciszy i nicości. Tymczasem drzwi się dawno przecie on sam - Cezary - nie był nią, matką. Był czymś innym, odmiennym, osobnym, nowym, twardym, szorstkim, ruchliwym i podatnym na burze i gwałty - czymś młodym, a nie starym jako ona. W jego

Cytat

poznał tych trzech! Sztywnego, wywijającego rękami Rabensteinera, blondyna Kullicha z głęboko osadzonymi oczyma oraz Kaminera z jego nieznośnym grymasem: uśmiechem wywoływanym przez chroniczny istoty życia po prostu kontrolera nasłanego przez dwór dla zbadania zastarzałych ekonomskich nadużyć - tajnego spostrzegacza, donosiciela, a nawet kandydata na posadę ekonoma na Chłodku,