wciągał w siebie, połykał wszystkimi porami promienie słońca i
Stefan Żeromski nogi, poroztwierane usta, wreszcie blask świecy płonącej w rogu izby na stole... Wlepił oczy w to miejsce i po długim badaniu z ulgą i pociechą dojrzał żywego człowieka. Poznał go nawet. Był to
patrzę, mam wprost ochotę uwierzyć przysłowiu: "Mieć taki proces, znaczy, już go przegrać." - Kochany wuju - powiedział K. - zdenerwowanie jest zbyteczne tak z twojej, jak i z mojej strony.
Cytat
lata niczym wielobarwny zygzak piorunu. Właśnie wtedy narzeczony, pan Barwicki, nachylił się nad nią i czynił jej do ucha cierpkie uwagi o niewłaściwości tańczenia w polskim zebraniu kacapskiego
myśli licząc pociski. Krył się przed słońcem. Pod murami stał już cień włoski, martwy, jak opończa nieruchomo zwisły z wysokości nagich ścian. Ulice były puste jak wymiótł. Tam i sam wyjrzała z
Cytat
Przychodziły nań chwile, że chciał na rzeczy święte, czczone, drogie dla wszystkich i dla niego samego aż do tych dni, położyć dłonie hańby, właśnie na te sprawy, dzieła, uczucia, słowa najdroższe,
sobie wysunąć stolik, byle cicho - rzekła panna Bürstner i dodała po chwili słabszym głosem: - Jestem tak zmęczona, że pozwalam na więcej, niż powinnam. K. ustawił na środku pokoju stolik i zasiadł